piątek, 29 lipca 2016

Gaja....

28 lipca 2016 r., 17.20

Najlepsze życzenia kochanie moje, z okazji skończenia Twojego pierwszego, wyjątkowego Roczku!

Ach...co to był za rok... Rok pełen emocji, łez wzruszenia ale i troski. 
Czekaliśmy na Ciebie całe 9 miesięcy, które niemal w całości wypełnione były lękiem o Twoje zdrowie. Strachem czy damy radę podołać wyzwaniu jakie może nas czekać, czy będziemy dobrymi rodzicami, czy wytrzymamy..

A Ty wybrałaś nas na swoją rodzinę, mnie-prawdopodobnie najbardziej nerwową i lękliwą osobę na tej Ziemi - na swoją mamę. Największego luzaka jakiego znam - na Twojego Tatę, i dwie łozbuzujące ale o wielkim sercu istotki na swoje siostry. 
I tak się zaczęła nasza wspólna przygoda. 
Rok temu byłaś już z nami. A ja, Twoja MAMA przywitałam Cię łzami i wielką radością, że jesteś ZDROWA, że jesteś NASZA....
Od pierwszych chwil płakałaś, i ja Twoja MAMA jeszcze wtedy nie rozumiałam, że z płaczem Twym nieustającym przyjdzie się nam zmierzyć jeszcze bardzo długo. Tak bardzo chciałaś być blisko nas, że nawet na momencik nie pozwoliłaś się odłożyć w inne miejsce niż w czułe objęcia mamy i taty:-).
Dni mijały nam na noszeniu, bujaniu, tuleniu... Wychodziło to nam raz lepiej raz gorzej....ale nauczyło nas to kreatywności i elastyczności, gdyż metoda ukojenia Cię która jednego dnia zdawała się pomagać-drugiego była już bezużyteczną... Nawet pierś, która była ,,asem w rękawie" MAMY, nie zdawała egzaminu, ba! karmienie piersią od początku było nie laka wyzwaniem i lekcją pokory..

Po kilku trudnych dla nas miesiącach, nagle...przestałaś płakać zupełnie, i tak jest do dziś...jesteś najradośniejszym maluszkiem jakiego znam. Twój głośny śmiech przełamuje wszystkie złe chwile, rozpromienia każdy dzień. Lubimy patrzeć na Twoje urocze zabawy z siostrami, na Twój zachwyt otaczającego świata. Z dumą obserwujemy Twoje pierwsze samodzielne kroki i decyzje:-). 
Dziękujemy niebiosom, że dały nam Ciebie, a Tobie, że nauczyłaś nas wytrwałości i czułości mimo wszystko. I tego, że życie jest piękne i cieszyć się trzeba z każdego słonecznego dnia:-)

Kochamy Cię Córeczko!



piątek, 10 czerwca 2016

Uszyjesz mi skrzydła mamo....




Dziś będzie smutno, bardzo smutno...
Wczoraj, bo wielu tygodniach w bólu i cierpieniu odszedł nasz ukochany Dziadziu-pradziadziu naszych córeczek- Stanisław.
Na zawsze pamiętać go będziemy jako serdecznego, ciepłego i bardzo skrupulatnego Człowieka, jako naszego wspaniałego Dziadka.
Moi prawdziwi dziadkowie odeszli wiele lat temu, i tak naprawdę Dziadziu Stasiu (dziadziu mojego Męża), bardzo szybko skradł moje serce i stał się mi bliski. Jeszcze bliższy naszym córkom, zwłaszcza Dobrusi, która darzyła go szczególnym uczuciem.

Pamiętać będę, jak chętnie chodziła do niego po przedszkolu (Dziadziu mieszkał piętro pod nami), jak mu śpiewała przedszkolne piosenki, jak tańczyła w rytm muzyki z głośno grającego radio..
Jak z wypiekami na twarzy otwierała jego małą lodóweczkę w poszukiwaniu ukochanych wafelków w czekoladzie...jak wyjadała słone paluszki z wiaderka po śledziach...pamiętać to wiaderko będę długo, stało na stole, na brzegu...by Dobrusia mogła do niego sięgnąć...

Dziadku, dziękujemy Ci, że to wiaderko było zawsze pełne...

Dziękujemy, za wiatrak, który włączałeś jak przychodziły Dziewczynki, dziękujemy za to, że zawsze pokazywałeś im rybki w akwarium, godzinami mogłeś o nich opowiadać...podobnie jak o swoich ukochanych Sromowcach,.
Tak bardzo chleliśmy Cię tam jeszcze raz zabrać..wczesna jesienią, kiedy jest ciepło, i kolorowo-czyli tak jak lubiłeś...
Zamoczył byś nogi w bystrym Dunajcu, odwiedził przyjaciół...
Dlaczego się nam to nie udało Dziadku?...

Dziękujemy, ze opowiadałeś nam o swoim życiu, pokazywałeś swój świat, często mówiłeś o swojej kochanej mamie którą szybko straciłeś...

Pamiętam, jak całkiem niedawno mówiłeś, że chcesz do niej już iść...

Pewnie już jesteś, tam wysoko, w objęciach swojej ukochanej mamy...

Dziś Dobrusia, na wieść, że Cię już nie ma, bardzo płakała.

,,Ja chcę do Dziadzia Stasia, tam do nieba chcę..."
,,Uszyjesz mi skrzydła mamo?"
 ,,Polecę do niego tam.."

Tyle razy Dziadku mieliśmy przyjść, czekałeś zapewne...a nas nie było. 
Za niedotrzymane obietnice, puste słowa, czasem te bardzo bolące, krzywdzące...
wybacz nam ukochany....


Dziadku Stasiu, wielkim zaszczytem było dla mnie móc Cie poznać.

Do zobaczenia.....


Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą 
zostaną po nich buty i telefon głuchy 
tylko to co nieważne jak krowa się wlecze 
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje 
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna 
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy 
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego. 

Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna 
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście 
przychodzi jednocześnie jak patos i humor 
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej 
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu 
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon 
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy 
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć 
kochamy wciąż za mało i stale za późno 

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze 
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny 

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą 
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą 
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości 
czy pierwsza jest ostatnia czy ostatnia pierwsza. 








wtorek, 10 maja 2016

3 lata z nami


Dobrusia, moje oczko w głowie, moja mała iskierka, moje ,,żywe sreberko", dziś w nocy...za niespełna 3 godziny skończy 3 latka.
Nie potrafię powiedzieć, kiedy ten czas tak szybko zleciał, jak to się stało, ze moja córeczka będzie jutro obchodziła kolejne urodziny:-).
Pamiętam ten dzień, 11  maja 2013 roku. Minęła północ, wątpiące spojrzenie mojego zaspanego męża ,,czy to JUŻ"? Błyskawiczna podróż samochodem do oddalonego o pół godziny drogi szpitala, i jest...nasze ukochane 3800 gram prawdziwego szczęścia. Co prawda w wypisie ze szpitala, mamy dodany kod resortowy ,,poród uliczny", gdyż nasza druga latorośl postanowiła przywitać świat na parkingu szpitalnym
:-).
Jeszcze wtedy nie byłam świadoma tego, jak bardzo zmieni ONA nasze, dość poukładane do tej pory życie. Co prawda starsza o 3 lata córka, która już była z nami, dodawała jemu kolorów, jednak pojawienie się Dobrusi jeszcze bardziej dodało mu pikanterii.
Do końca nie wiedzieliśmy, ze pojawi się w naszym domu druga córeczka:-), było to co prawda moim WIELKIM marzeniem, ale nie sądziłam, że mam aż tyle szczęścia aby to marzenie się spełniło. A jednak:-).
O 2.20 powitaliśmy różowego i krzyczącego brzdąca. Łzy szczęścia i wzruszenia popłynęły mi po policzku. W życiu płaczę sporo, pewnie to za sprawą wrodzonej nad-wrażliwości ale 4 wzruszenia (jak do tej pory), pamiętam najczulej i najwspanialej. Pierwszy raz gdy wychodziłam za mąż, drugi gdy urodziła się Hania, trzeci gdy pojawiła się Dobrusia, no i czwarty - gdy dołączyła do naszej gromadki Gaja. Mam cichą nadzieję, że będzie mi dane wzruszyć się w podobny sposób choć raz jeszcze.


Tak sobie patrze teraz na moje śpiące ,,prawie 3 letnie" szczęście i myślę, ze los dał mi bardzo wiele. Chwilami pojawia się myśl, że znacznie więcej niż na to sobie zasłużyłam.. Że to wielki kredyt, który kiedyś spłacić będę musiała. Być może tak właśnie jest. Staram się cieszyć każdym wyjątkowym dniem z moimi pędraczkami. A gdy przychodzą trudne chwile, bo przychodzą i nie sprawdzę się w roli dobrej mamy - bo i tak bywa, myślę sobie, że to lekcja w szkole cierpliwości i cenne doświadczenie na przyszłość. Bo chcę się uczyć. Być dla Was moje maleństwa lepszą mamą. Dobrą, ciepłą i troskliwą. Mamą, do której się wraca z niepokojami, troskami, ale i wielka radością. Mamą która pokazuje wyjątkowość i dobro tego świata. Ja mam taką mamę. Mam nadzieję, że moje dziewczynki też...


Dziś wieczorem, gdy usypiałam moja prawie 3-letnia córeczkę, zapytałam co chciałaby dostać z okazji urodzin, powiedziała..,,mamusiu ja nie chcę zabawek, chcę tylko z powrotem do Twojego brzuszka":-)



 

Sto lat w zdrowiu i radości mój mały Gałganie:-)

mama

sobota, 12 marca 2016

Dziś jest TEN dzień, dzień po ciężkiej nocy i trudnym wieczorze dnia POPRZEDNIEGO.
Dzień, kiedy MAMA trójki WSPANIAŁYCH Córek, postanowiła pisać.
Pisać o wyjątkowości każdej z nich, a w szczególności najmłodszej...Gaji NIEODKŁADALNEJ:-).


Będzie teraz o Gaji:-). Kochany szkrab przyszedł, podobnie jak starsze siosrty, błyskawicznie na ten świat i od razu postanowił...zaprezentować wachlarz swoich POTRZEB.
Pierwszy płacz, który usłyszeliśmy na krótko przed godziną 17...trwa nieprzerwalnie do dzisiaj, kiedy Maleństwo ma skończone 7 miesięcy. 

Płacz nieutulony, który potrafił trwać... po kilkanaście godzin... często ciągiem.

Po wieulu (!) jak się okazało zbytecznych wizytach lekarskich i licznych badaniach (sporo jak na trzecie w kolejności dziecko), okazało się, że przyszło nam być rodzicami  ,,jedynie" dziecka o BARDZO WYJĄTKOWYCH POTRZEBACH.
Potrzebach bardzo różnych, potrzebach nieustannie zmieniających się. Gdy znajdowaliśmy METODĘ, SPOSÓB, aby Gaja na moment odczarowała swoje demony.... odetchneliśmy. Na moment. Za dzień, dwa, tydzień, metoda przestawała działać, i bezskutecznie, rozpaczliwie szukaliśmy kolejnej. Kolejnego sposobu UTULENIA naszego płaczącego Maleństwa....

Wszelkie nam znane i pratykowane tajniki RODZICIELSTWA BLISKOŚCI, które jest nam bliskie nie przynosiły ukojenia albo przynosiły na krótko.

Blog postanowiłam pisać jako pamiętnik. Może kiedyś, któraś z moich Córek zostanie mamą podbnie wymagającego Maleństwa. Chcę aby wiedziałą, ŻE DA RADĘ. ŻE TO MINIE. ŻE DOBRZE BĘDZIE:-). Mi często brakuje kogoś, kto trzy razy dziennie mi o tym przypomni:-)..


kasia. mama hani, dusi i gajki.